[OkiKagu] Oto ona, szkoła, wasz drugi dom V

Hahaha… Patrzcie, nie minęło nawet pół roku od ostatniego rozdziału :”) Ale chociaż dotrzymałam obietnicy i wrzucam tutaj coś przed końcem miesiąca. Chociaż to „coś” jest chyba dość krótkie i średnio udane… Ehhh… pora podwinąć rękawy i wziąć się za pisanie kolejnych „cosi”!


Wczoraj wieczorem wróciła do pustego mieszkania i gdy obudziła się znów powitała ją cisza. Zjadła śniadanie w samotności. Z lodówki wyciągnęła adresowaną do Kamuiego kartkę, zgniotła ją i wyrzuciła do śmieci.
Nie była pewna, czy powinna zacząć się martwić. To nie pierwszy raz, gdy jej brat zniknął na kilka dni. Pewnie gdzieś się włóczy ze swoją bandą, za jakiś czas wróci do domu jak gdyby nigdy nic.

- Głupi brat – powiedziała do siebie, przekręcając klucz w drzwiach.

- Nareszcie piątek.
- Tak, nareszcie tutaj…
- Piątek…
Kagura zewsząd słyszała tego typu rozmowy. Wszyscy wychwalali piąteczek i piątunio, piątuniunio. Każdy cieszył się na przyjście weekendu, szczególnie, że zapowiadała się piękna, słoneczna pogoda. A najgłośniej z nich wszystkich radował się Ginpachi-sensei, idąc tanecznym krokiem przez korytarz i śpiewając:
- Wybiła piąta, nie zatrzymasz mnie, właśnie piątunio rozpoczyna się, do poniedziałku nie będzie tu mnie, właśnie piątunio rozpoczyna się, oł je~!
- ZAMKNIJ JAPĘ! – drzwi od sekretariatu gwałtownie się otworzyły i zderzyły z radosnym nauczycielem. Ten wylądował na zimnej posadzce korytarza, trzymając się za głowę.
- AAAAAAAAAAAGHHAAAAAAUUUU – jego krzyk przerodził się w wiązankę przekleństw, zbyt wulgarną dla słuchu młodzieży szkolnej i oczu Czytelników.
- K**WA ZAMKNIJ SIĘ JE**BY I NIE KLNIJ, CH**U, PRZY UCZNIACH! – Catherine stanęła nad nim i przysadziła mu jeszcze mocnego kopa w brzuch, po czym zamknęła drzwi do sekretariatu z takim hukiem, że zadzwoniły szyby w oknach.
Ginpachi tymczasem wciąż leżał, teraz już nie wiedząc, czy powinien się trzymać za głowę, czy za brzuch i cichutko chlipał. Uczniowie przechodzili nad nim, jakby wszyscy nagle zmówili się, by ignorować tę żałosną egzystencję, będącą ich nauczycielem historii. Jedynie Shinpachi przystanął, po czym odwrócił się i poszedł zawołać pielęgniarkę. Czyli na końcu to okulary noszące człowieka wykazały się największym człowieczeństwem.

Przyszedł. A już miała nadzieję, że go nie zobaczy.
Okita rzucił plecak na podłogę, nie wyjmując z niego żadnej rzeczy, wybrał playlistę, zsunął maskę z czoła na oczy i od razu zasnął na ławce.
Ciekawe, czym tak się zmęczył? Niszczeniem żyć kolejnych niewinnych istot?
„Zniszczyłeś marzenia młodej dziewczyny na wspaniałe wspomnienia z liceum!”
Tak mu wczoraj powiedziała. Być może zabrzmiała wtedy trochę jak rozpieszczona dziewucha, ale idąc do szkoły średniej naprawdę miała nadzieję, że zdobędzie tu masę nowych przyjaciół i przeżyje z nimi niezapomniane chwile. A czy jest ku temu lepsza okazja niż wycieczka szkolna? Szczególnie, że nigdy wcześniej na żadnej nie była. Gdy była mała nie stać ich było na takie wydatki przez chorobę mamy. Lekarstwa były bardzo drogie, pensja taty ledwo na nie starczała. Wtedy też zaczął pracować jeszcze ciężej, chwytając się kolejnych, nawet dorywczych prac. Gdy mama umarła, przestał traktować pracę jako sposób na uratowanie żony, ale jako lekarstwo na ból po jej stracie.
- Kiedyś wyrośniesz na piękną i silną kobietę.
- Taką jak mama?
- Nie, nie jak ja – Kouka zaczęła gładzić jej włosy. – Będziesz jeszcze piękniejsza i silniejsza.
To była jedna z ostatnich rozmów jakie Kagura odbyła z mamą. Czasami, gdy miała trudniejsze dni, znów powracały do niej te słowa oraz wychudzona, ale szczęśliwa twarz Kouki. Nie były to smutne wspomnienia, wręcz przeciwnie – były jednymi ze szczęśliwszych, jakie posiadała i zawsze dodawały jej sił. Również teraz, gdy zobaczenie Okity obudziło w niej wczorajszy gniew i poczucie niesprawiedliwości, pozwoliły jej się uspokoić i sprowadzić swoje myśli na inne tory.
To nic takiego przecież. Wspaniałe wspomnienia może stworzyć też podczas takich zwykłych szkolnych dni. A poza tym miała przecież wybrać się wraz z Otae do kina na weekend. To prawie jak wycieczka. Dlatego nie ma już czym się martwić. No chyba że zapowiadanym właśnie sprawdzianem z matematyki, trygonometrią zawsze trzeba się martwić.

Lekcje jak zwykle mijały wolno i tym razem bez żadnych przygód. Ginpachi, który znowu dostał za coś zastępstwo, siedział prawie nieruchomo za biurkiem, jedząc czekoladę truskawkową. Jego czoło zdobił ogromny opatrunek, a puste spojrzenie jeszcze bardziej niż zwykle przywodziło na myśl zdechłą rybę. W ogóle się nie odzywał, więc uczniowie zgodnie uznali, że muszą go w tym wyręczyć i w klasie zapanował zwykły dla luźnych lekcji harmider. Ktoś jadł kanapkę z pasztetem, z tyłu dochodziły krzyki i piski znanego youtubera, a w jeszcze innej części klasy grupa chłopaków odpaliła grilla i smażyła karkówkę. Nic niezwykłego.
Kagura oczywiście natychmiast zostawiła śpiącego na ławce Okitę i przesiadła się do Otae.
- To jakie plany na weekend? – zagadnęła. – Idziemy do kina?
- Jasne. Może być jutro?
- Czemu nie?
- W takim razie jesteśmy umówione – Otae uśmiechnęła się i zaczęła wymieniać filmy, jakie teraz puszczają w kinie. Razem zastanawiały się, czy lepiej pójść na drugą część „Mojego sąsiada Pedoro” czy może siódmą „Obcy kontra Yakuza”.
- Zawsze zostaje nam jeszcze nowa część X-Menów. Co prawda byłam już na niej raz z Shin-chanem, ale jeśli chcesz, mogłybyśmy pójść na to.
- Nie dzięki, nie przepadam za Batmanem.
- Właściwie, Kagura-chan – wtrącił się Shinpachi. – Batman należy do DC, a X-Meni do Marvela. Mylisz dwa różne uniwersa.
- Wszystko jedno – dziewczyna wzruszyła ramionami. – Superbohaterowie wszyscy są tacy sami.
- Nieprawda! Wystarczy porównać chociażby Profesora X i Magneto…
- Ehhh, Shinpachi, Shinpachi – przerwała mu Kagura. – Nie widzisz, że nikogo nie obchodzą te twoje nerdowskie wywody? Właśnie dlatego jesteś Shinpachim. -Nigdy nie wiesz, kiedy się zamknąć.
- Oi, co to niby miało znaczyć? Chciałem tylko wyjaśnić… – resztę jego słów zagłuszył dzwonek. Wszyscy zaczęli się zbierać i żegnać, życząc sobie udanego weekendu.
- W takim razie do jutra – powiedziała Otae, przekładając torbę przez ramię. – O piętnastej przed kinem?
- O piętnastej – potwierdziła Kagura i pomachała przyjaciółce na pożegnanie. Gdy tylko Otae zniknęła za drzwiami, opuściła rękę, a uśmiech zniknął z jej twarzy. Wróciła do swojej ławki po plecak, przy okazji kopiąc w krzesło Okity.
- Wstawaj, lekcje się skończyły – oznajmiła, gdy raczył wyciągnął jedną słuchawkę i podnieść nieco opaskę.
Nie czekając na niego poszła do toalety przebrać się w dresy i pierwsza weszła do archiwum. Przytaszczyła ze sobą pożyczone od woźnego ścierki i wiadro z wodą i środkiem czyszczącym. Postawiła je przy drzwiach i wzięła się za robotę. Nauczona doświadczeniem poprzednich dni zawiązała sobie na twarzy chustkę, by nie wdychać nagromadzonego przez lata kurzu.
Oczywiście, nie lubiła sprzątać. Bo w końcu, kto lubi? Jednak pomyślała, że im szybciej wysprzątają to archiwum, tym szybciej skończy się ich kara. A poza tym, napędzał ją gniew. Nie wiedziała, czemu, ale od pierwszego dnia szkoły Okita ją irytował. Nie musiał nic robić, wystarczy, że po prostu był. Czasami zdarza się, że widząc człowieka po raz pierwszy w życiu nagle uświadamiacie sobie: „nienawidzę tego kolesia”. To tak samo irracjonalne jak miłość od pierwszego wejrzenia. Z resztą, podobno te dwa uczucia tak bardzo się nie różnią.

Okita wszedł do archiwum ziewając. Omiótł pomieszczenie sennym wzrokiem. Kagura wskazała mu stające pod drzwiami rzeczy, wziął więc jedną ze ścierek, zamoczył, wykręcił i podszedł do najbliższej półki.
Kagura obserwowała jego powolne ruchy i coraz bardziej gotowała się ze złości. Ona tu haruje, a on ma porusza się wolniej od ślimaka! Przecież jak tak dalej pójdzie, nigdy nie skończą tu sprzątać!
W końcu nie wytrzymała, zgniotła swoją ściereczkę i rzuciła w niego. Spadła mu na ramię, ale minęło dobrych kilka chwil, nim chłopak ją zdjął. Najpierw powoli odwrócił głowę, zamrugał kilka razy w zwolnionym tempie i równie szybko ujął ścierkę między dwa palce, żeby jeszcze przez parę sekund potrzymać ją przed twarzy i się na nią napatrzeć, jakby po raz pierwszy w życiu widział takie cudo.
- O co ci chodzi? – spytał zaspanym głosem, wyjmując słuchawkę z ucha.
- Co jest dzisiaj z tobą nie tak? Czekałeś w nocy na chaty w Mystic Messenger?
- Yhm. Robię route Sevena.
- Huh? – nie pozwoliła po sobie poznać, że zaskoczył ją znajomością tej popularnej ostatnio gry randkowej, więc przywołała wredny uśmieszek i powiedziała: – - – Więc lubisz okularników, co? Powinnam ostrzec Shinpachiego…
- Agh, nie przypominaj mi tego… – Okita zakrył sobie twarz dłonią. Wyglądał, jakby chciał uciec od jakiś niemiłych wspomnień. Kagura nie mogła tego nie wykorzystać.
- Co? Więc serio lecisz na Shinpachiego? Myślałam, że masz jakieś wyższe standardy…
- A ja myślałem, że świnie nie potrafią gadać – przerwał jej ostro, nie dając dokończyć pięknej, romantycznej historii, która już tworzyła się w jej głowie.
- Nie nazywaj mnie świnią!
- A ty się w ogóle do mnie nie odzywaj – wsadził z powrotem słuchawkę do ucha i obrócił się w stronę półki, przez co nie zobaczył wystawionego języka Kagury.
Cóż, przynajmniej trochę przyśpieszył i właśnie zawzięcie szorował jakąś plamę. W sumie pocieszające było to, że działała tak samo na niego, jak on na nią – nawzajem się irytowali i coraz bardziej nakręcali.
Mówi się, że „kto się czubi, ten się lubi”, ale to nie było zwykłe „czubienie”. To była czysta nienawiść od pierwszego wejrzenia.

- Wróciłam – powiedziała cicho do pustych ścian. Znowu nikogo nie było w domu.
Zdjęła buty, szkolną torbę rzuciła obok schodów i zaniosła zakupy do kuchni. Nastawiła wodę i zaczęła wyjmować rzeczy z reklamówek. Gdy czajnik zaczął gwizdać, wyłączyła pod nim gaz i zalała zupkę chińską. Z szuflady wyciągnęła pałeczki i poszła do swojego pokoju, po drodze zabierając ze sobą torbę.
Włączyła komputer i czekała aż się uruchomi. Oczywiście zaczął się aktualizować, więc zdążyła zjeść połowę zupki nim nareszcie ujrzała swój pulpit a na nim tapetę z uroczym białym pieskiem. Włączyła odcinek dramy i rozsiadła się wygodniej.
Nareszcie mogła odpocząć. I od nauki i tego głupiego Sadysty. Poważnie, musiała zrobić coś okropnego w poprzednim życiu, że teraz jest skazana na spędzanie większości swoich dni z najbardziej znienawidzonym człowiekiem.
Ile ten koszmar będzie jeszcze trwać? Jak ma mieć jakiekolwiek dobre wspomnienia z liceum, skoro cały czas chodzi poirytowana?

Miała nadzieję, że chociaż jutro uda się jej nie myśleć o tej całej niesprawiedliwości, która spotyka i będzie mogła po prostu miło spędzić czas z Otae. Już się nie mogła doczekać!


Nawiązania:

> Rozmowa o piątku

> Piosenka o piątku

> Mystic Messenger – bardzo fajna gra, nie pozwalająca spać w nocy, polecam 10/10

4 przemyślenia na temat “[OkiKagu] Oto ona, szkoła, wasz drugi dom V”

  1. ~Hiro pisze:

    KYAAA!!!
    Wreszcie po tak „długim” oczekiwaniu wróciłaś do świata żywych! Oby tak dalej ^^
    Rozdział był super nie rozumiem co Ci się w nim nie podoba?
    Ahh… Mystic messenger.. Piekni chłopcy <3

    1. Kamisa pisze:

      No, jak na mnie to to przerwa między IV a V rozdziałem była bardzo mała :”)
      Jakoś tak mam wrażenie, że im głębiej brnę w ten fanfic tym jest gorzej. Ale to mnie nie powstrzyma przed skończeniem go. Kiedyś. Może za dziesięć lat :”)

  2. ~brak imienia pisze:

    Super historia, stasznie się cieszę że jest kolejna część :D

  3. ~eporady.eu pisze:

    Odkąd odkryłam twojego bloga, przeglądam go codzinnie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>